Szczyrk - W adidasach.
Zawsze uważałem, że w czasie górskich wędrówek najważniejsze jest obuwie. Dobrze to zrozumiałem w zeszłym roku. Zima była w grudniu taka, że nikt jej nie widział. W Szczyrku może lata nie było, ale zimy też i jakieś 10 stopni na plusie. Tego dnia, w sprawach biznesowych, cały dzień obsługiwałem
Szczyrk. Z dzierżawcą schroniska na Skrzycznem umówiłem się, że zadzwoni na moją komórkę, gdy będzie zjeżdżał na dół. Późnym popołudniem sam zadzwoniłem na górę i okazało się, że szef nagle zjechał wcześniej i pojechał do Warszawy. Była godzina już bardzo późna, a ja musiałem wejść na Skrzyczne 1257 m n.p.m. jeszcze za dnia. Buty na wibramie takie bardzo dobre na góry, zostały w samochodzie, a on stał na drugim niemal końcu miasta. Była to strata około 40 minut i trochę jednak energii. Ruszyłem marszobiegiem na górę trasą narciarską. Jak chodzi się takimi stokami w adidasach to mówić się nie chce. Wspiąłem sie na górę o zmierzchu i dzięki temu mogłem potem wrócić również stokiem widząc cały niemal oświetlony Szczyrk. Nigdy już a adidasach.